Większość z was zapewne posiada kąta na tych czy innych portalach społecznościowych. Czy to Facebook, Nasza Klasa, Grono lub MySpace podajecie tam swoje informacje i zdjęcia, które każdy może obejrzeć. Odpowiadacie również na pytania w niby nic nieznaczących ankietach, ale odpowiedzi na takie bzdurne pytania mogą dać potencjalnemu hackerowi/porywaczowi szansę na odnalezienie was lub waszego hasła.
Nasze hasła rzadko kiedy są bezpieczne. Najlepsze to takie, zupełnie niezwiązane z wami słowa, lub ciągi liter i liczb. Takich praktycznie nie posiadając specjalnego oprogramowania nie da się złamać. Ale jednak jeśli twoje hasło to - kochamkota, bo masz kilka kotów to łatwo je złamać. Więc co można podawać w sieci, a czego nie? Zawsze można skłamać. Prosto, tylko później można się pogubić. Ja podaję: imię, wiek, moje zainteresowania, rzadziej miejsce zamieszkania. Obcym żadnych zdjęć, linków, itp. Na pewno nie adresu, kodu pocztowego i tym podobnych. Częsty "trick" hackerów jest taki - zdjęcie za zdjęcie, numer telefonu, za numer telefonu. Wysyłasz takiemu czternastoletniemu Tomkowi z Wałbrzycha swoje zdjęcie, on znajduje jakieś obce zdjęcie w sieci i je wysyła, choć tak naprawdę na prawdziwym zdjęciu widniałby stary obrzydliwy 60 letni pedofil. Każdy kontakt z osobą poznaną w sieci należy ograniczyć do minimum.
Teraz będzie drugi podtemat. Na czym zarabia Google. Bo na czymś musi. Taka popularna wyszukiwarka MUSI istnieć. Taka wyszukiwarka zarabia na TOBIE.
Kiedy potrzebujesz znaleźć jakąś informację, wpisujesz coś w Googla. Wtedy administratorzy wiedzą co ci potrzebne. Oni zarabiają na twojej informacji, na tym czego potrzebujesz, czego szukasz. Więc jeśli dana grupa ludzi wpisze w Google jakieś hasło np. "Niebieskie Kwiatki", wyżej wspomniani administratorzy wiedzą co cię interesuje, a teraz tylko sprzedać tą informację, jakiejś mega korporacji i voila! Na stronie tej korporacji pojawia się co? Niebieskie Kwiatki! Proste? Czyż nie?
Więc co o tym sądzicie?
Całuję Weronika! :)
Ciekawie :)
OdpowiedzUsuń